Pouczyciel
Czwartek, 13 czerwca 2013 | dodano:14.06.2013
Km: | 30.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:20 | km/h: | 22.50 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | GTIX |
Zdjęcia z Rudaw Janowickich
Pouczanie kogokolwiek w jakiejkolwiek sytuacji jest bardzo nie miejscu (irytujące!), szczególnie gdy się nie ma racji. A że najczęściej rowerzyści są pouczani przez kierowców sytuacja z dnia dzisiejszego...
Tuż przed skrzyżowaniem koło Korony jadąc w stronę Kwidzyńskiej. Poruszam się pasem dla skręcających w lewo, z prawej zwalnia auto:
- Dlaczego nie korzysta pani z pasa rowerowego, jest obok!
- Ale wcześniej go nie było!
- Ale jest!
- Ale go nie było!
- Ale jest!
-"Miłego dnia"!

Po czym zostawiłam go na światłach i skręciłam w lewo, gdzie już owego pasa rowerowego, jak zwykł mówić kierowca, nie było.
U promotora:
- Chciałabym wnioskować o przełożenie terminu obrony pracy na wrzesień.
- Ale dlaczego?
- Nie wyrobiłam się na dzisiaj z całością, nie zdążę...
- <z uśmiechem na twarzy> Ale ja się nie zgadzam. Na za tydzień pani zdąży?
- Tak...! <powątpiewająco>
Aby nie tracić czasu w "międzypracy" po salsie wybiegałam 10 km po lesie Osobowickim. Zielona cisza. Grzechem by było biec ze słuchawkami w uszach. Zresztą ostatnio denerwuje mnie gdy narzucam duże tempo i prócz "męki" fizycznej coś mi jeszcze dudni w głowie. Kolejne 2 godziny zajęć (ależ po wczorajszych skałkach czuję bolesność mięśni!), spotkać się z Martą. Marta ma problem z rowerem (wciąż nie oddała do serwisu i nie wymieniła haka). Koło znowu trze o ramę, zacisk nie trzyma. Wracam się pod Gądowiankę. JAKOTAKO ogarniamy nieszczęsne koło i ze sporym opóźnieniem zaczynamy nasze rozmowy. Powrót do domu- ciepło, cicho na ulicach- przyjemnie. A buty już się do plecaka nie zmieściły...

Ze święta niedzielnego... Wrocławskiego rowerzysty. Myślę, że niedługo Marta kupi sobie miejski rower. Tylko ona jeszcze o tym nie wie... :)
Pouczanie kogokolwiek w jakiejkolwiek sytuacji jest bardzo nie miejscu (irytujące!), szczególnie gdy się nie ma racji. A że najczęściej rowerzyści są pouczani przez kierowców sytuacja z dnia dzisiejszego...
Tuż przed skrzyżowaniem koło Korony jadąc w stronę Kwidzyńskiej. Poruszam się pasem dla skręcających w lewo, z prawej zwalnia auto:
- Dlaczego nie korzysta pani z pasa rowerowego, jest obok!
- Ale wcześniej go nie było!
- Ale jest!
- Ale go nie było!
- Ale jest!
-"Miłego dnia"!

Po czym zostawiłam go na światłach i skręciłam w lewo, gdzie już owego pasa rowerowego, jak zwykł mówić kierowca, nie było.
U promotora:
- Chciałabym wnioskować o przełożenie terminu obrony pracy na wrzesień.
- Ale dlaczego?
- Nie wyrobiłam się na dzisiaj z całością, nie zdążę...
- <z uśmiechem na twarzy> Ale ja się nie zgadzam. Na za tydzień pani zdąży?
- Tak...! <powątpiewająco>
Aby nie tracić czasu w "międzypracy" po salsie wybiegałam 10 km po lesie Osobowickim. Zielona cisza. Grzechem by było biec ze słuchawkami w uszach. Zresztą ostatnio denerwuje mnie gdy narzucam duże tempo i prócz "męki" fizycznej coś mi jeszcze dudni w głowie. Kolejne 2 godziny zajęć (ależ po wczorajszych skałkach czuję bolesność mięśni!), spotkać się z Martą. Marta ma problem z rowerem (wciąż nie oddała do serwisu i nie wymieniła haka). Koło znowu trze o ramę, zacisk nie trzyma. Wracam się pod Gądowiankę. JAKOTAKO ogarniamy nieszczęsne koło i ze sporym opóźnieniem zaczynamy nasze rozmowy. Powrót do domu- ciepło, cicho na ulicach- przyjemnie. A buty już się do plecaka nie zmieściły...

Transport obuwia© maratonka
Ze święta niedzielnego... Wrocławskiego rowerzysty. Myślę, że niedługo Marta kupi sobie miejski rower. Tylko ona jeszcze o tym nie wie... :)

Black&white;© maratonka